• prfm
  • rics
  • ifma
  • sodexo
  • walter
  • integrator
  • wisag
  • corees
  • gp2
  • pakar service
  • pzn
  • fmsolutions
  • kinnarps
  • fever guard
  • knight frank
  • pfrn
  • mdd
  • pfszn
  • prch
  • kape
  • ela
  • strabag
  • cbre
  • nai
  • apa
  • empirias
  • okin
  • geodetic
  • kols
05.05.2020

Dobry budynek to element większej całości, jakim jest miasto

Wentylacja i klimatyzacja w dobie COVID-19

W przestrzeni medialnej poruszono kwestię wentylacji i klimatyzacji oraz jej wpływu na rozprzestrzenianie się wirusa. W artykule niestety nie udzielimy jednoznacznych odpowiedzi na pytania, które nas nurtują, ponieważ nie ma jednoznacznych wyników badań w instalacjach wentylacji i klimatyzacji z tym wirusem. Są natomiast badania związane z innymi patogenami, m.in. wirusem grypy, i można posłużyć się pewnymi analogiami.

Projektowanie przyszłości

O swoich przemyśleniach dotyczących projektowania przestrzeni biurowej opowiada nam Zbigniew Kostrzewa, architekt, założyciel pracowni InDesign.

Dobry budynek to element większej całości, jakim jest miasto

O tym, dlaczego w przyszłości będziemy budować uniwersalne projekty komercyjne, które zostaną z nami na lata, o efekciarstwie ukrytym pod przykrywką efektu „wow", o cichej obecności architektury i odpowiedzialności architekta za wygląd panoramy miasta, rozmawiamy z Marcinem Sadowskim i Maciejem Miłobędzkim, członkami zarządu pracowni.

Jak skutecznie przeciwdziałać nocnemu zanieczyszczeniu światłem?

Skala problemu jest globalna, a przez niektórych naukowców bywa porównywana nawet ze smogiem. Jakie dobre praktyki możemy stosować, aby minimalizować efekty tego problemu?

O tym, dlaczego w przyszłości będziemy budować uniwersalne projekty komercyjne, które zostaną z nami na lata, o efekciarstwie ukrytym pod przykrywką efektu „wow", o cichej obecności architektury i odpowiedzialności architekta za wygląd panoramy miasta, rozmawiamy z Marcinem Sadowskim i Maciejem Miłobędzkim, członkami zarządu pracowni.

Marcin Sadowski, członek zarządu JEMS Architekci
- Nie wystarczy już samo zadanie „zaprojektuj", a zamiast niego pojawia się „zaprojektuj i udowodnij, że to, co chcesz wybudować, będzie mądre i użyteczne".

O budynkach, które od ponad 30 lat tworzy pracownia JEMS Architekci, mówi się, że są nietypowe, charakteryzują się przede wszystkim prostotą i klasyczną formą. W jej portfolio znajdują się tak ważne obiekty ostatnich lat, jak Hala Koszyki czy Browary Warszawskie. O tym, dlaczego w przyszłości będziemy budować uniwersalne projekty komercyjne, które zostaną z nami na lata, o efekciarstwie ukrytym pod przykrywką efektu „wow", o cichej obecności architektury i odpowiedzialności architekta za wygląd panoramy miasta, rozmawiamy z Marcinem Sadowskim i Maciejem Miłobędzkim, członkami zarządu pracowni.

Rozmawiała: Angelika Majkut

Maciej Miłobędzki, członek zarządu JEMS Architekci

Projekty nieruchomości komercyjnych (zarówno biurowce, jak i centra handlowe) szybko się starzeją. Z perspektywy historycznej żywotność tych współczesnych budynków jest bardzo krótka. Czy możliwe jest projektowanie ich w taki sposób, by na stałe wpisywały się w krajobraz okolic i nie były wciąż wyburzane?

Marcin Sadowski: Mam wątpliwości co do tego, czy współczesne budynki są masowo wyburzane. Znam jeden taki przypadek, a powód tej decyzji jest bardzo prozaiczny: w tym miejscu można zbudować dwa razy więcej kondygnacji. Choć rzeczywiście nieruchomości komercyjne szybko starzeją się technicznie.

Maciej Miłobędzki: I estetycznie.

Marcin Sadowski: I estetycznie.

Trzeba pamiętać, że budownictwo w latach 90. powstawało w sposób żywiołowy. Brakowało wtedy konkurencyjności na rynku, a więc każdy projekt, jaki się na nim pojawiał, od razu był sprzedany. Właściciel zazwyczaj nie dbał ani o jakość architektury, ani o jakość materiałów, które były używane. Zależało to wyłącznie od architekta. Jednak budynki, które teraz powstają w Polsce, znajdują się na zupełnie innym, o wiele wyższym poziomie niż te sprzed 20 czy 30 lat. Nie wiem, czy te budynki aktualnie powstające będą szybko przebudowywane, poza wewnętrznymi zmianami, które są co jakiś czas konieczne.

W Europie coraz częściej myśli się o budowaniu struktur, które można w przyszłości łatwo dostosować do innych funkcji. Sami niedawno zmierzyliśmy się z tym problemem, zaprojektowany przez nas budynek P4 na Służewcu Przemysłowym ze względu na potrzeby rynku zmienił swoją pierwotnie planowaną funkcję biurową, finalnie na hotelową.

Architektura recykularna zyskuje na popularności. Więcej zaczyna mówić się o tym, że np. warto budować z drewna, bo będziemy mogli później je ponownie wykorzystać. Szczególnie w wysoko rozwiniętych i małych krajach, jak Austria czy Szwajcaria, nie wystarczy już samo zadanie „zaprojektuj", a zamiast niego pojawia się „zaprojektuj i udowodnij, że to, co chcesz wybudować, będzie mądre i użyteczne". Czy masz pomysł na to, co stanie się z tym później?

Miłobędzki: Warto też wspomnieć, że we wspomnianych krajach proekologiczne projekty są też dofinansowywane przez państwo i rozmaite fundusze poświęcone ochronie środowiska. W przypadku takich innowacyjnych inwestycji wsparcie finansowe ma duże znaczenie, ponieważ oznacza zwiększenie kosztów na etapie realizacji. Czasami udaje nam się realizować przedsięwzięcia, w których planowanie inwestycji nie musi opierać się na zasadzie: minimum nakładu, maksimum zysków. Wtedy myślący długoplanowo inwestor jest w stanie wyobrazić sobie, że nakład poniesiony przy budowie obiektu będzie zwracał się w dłuższym okresie, także w kosztach eksploatacji.

P4

Niedawno świętowali Państwo swoje 30- lecie. Jak oceniają Państwo współczesną jakość projektów budynków komercyjnych?

Sadowski: Wydaje mi się, że teraz w Polsce spotykamy takie same problemy techniczne jak architekci w krajach Europy Zachodniej. Poziom rysowania, doprecyzowania detali jest bardzo podobny. Zresztą polskie firmy, które budują fasady, systemy okienne czy zestawy szklane, dostarczają swoje rozwiązania dla budynków powstających w Londynie czy Nowym Jorku. Nie można powiedzieć, że pod względem technologicznym znajdujemy się w innej rzeczywistości.

Natomiast na pewno jesteśmy dopiero w drodze do pewnego poziomu finansowego, kalkulowania opłacalności inwestycji i jej czasu zwrotu. Kiedyś mówiło się, że w Polsce buduje się w perspektywie zwrotu od 4 do 5 lat, a w Londynie do 10 lat. Teraz pewnie u nas buduje sie na 10 lat, a w Londynie na 20 albo 30. Jednak kiedy porównamy najistotniejsze polskie realizacje z budynkami, jakie powstają aktualnie na Zachodzie, to polscy architekci nie mają się czego wstydzić.

Miłobędzki: Warto wspomnieć, że otaczający nas świat bardzo się zmienia, np. ludzie coraz częściej jedzą poza domem. Niekoniecznie w food courtach w dużych centrach handlowych. Na popularności zyskują ulice z restauracjami, barami, kawiarniami, typu Poznańska w Warszawie, gdzie współcześni mieszczanie chętnie przebywają, czasami pracują, spotykają się. Te ulice stają się środowiskiem ich życia. Polacy sporo podróżują, przywożą do Polski idee w dziedzinie stylu pracy, przychodzą one też w związku z otwartym rynkiem pracy, umiędzynarodowieniem. Taką ideą jest choćby coworking. Lubimy teraz spędzać czas w przestrzeni, która jest trochę biurowa, a trochę domowa, w której można wynająć miejsce do pracy w niekoniecznie sformalizowanej atmosferze.

Ostatnio bardzo dużo mówi się o PropTechu, sztucznej inteligencji i IOT (z ang. Internet of Things, Internet Rzeczy). Jak według Panów nowoczesne technologie zmienią projektowanie obiektów komercyjnych czy budynków użyteczności publicznych?

Miłobędzki: Aktualnie bierzemy udział w kilku przedsięwzięciach o bardzo rozbudowanych systemach technologicznych, które mają wpływ na zmianę ludzkich zachowań, granic prywatności, strefowania budowli, a tym samym na projektowanie. Może się zdarzyć, że recepcja jest barem, a wchodząc do budynku, jesteśmy już przez niego rozpoznawani. Kiedy ktoś przyjedzie samochodem, nie będzie już potrzebować biletu parkingowego. Na pewno w pewnym sensie bierzemy udział w rewolucji technologicznej ze wszystkimi dobrymi i groźnymi tego następstwami.

Sadowski: Nie wiem, czy to pytanie nie dotyczy po prostu software'u, który się coraz bardziej rozwija. Niestety, wcale nie sprawia to, że stajemy się bardziej twórczy, wręcz przeciwnie. Sprawia, że jako architekci stajemy się elementami jakiegoś większego systemu online, który obejmuje też wykonawcę i inwestora. Nie sądzę jednak, że to narzędzie służy temu, aby w architekturze pojawiała się zupełnie nowa jakość. Internet i nowoczesne technologie ułatwiają nam życie, a ja nie chcę moralizować.

Jednak obawiam się, że ten model pracy opiera się na tym, aby coś stworzyć, sprzedać i wyrzucić, zamiast stworzyć, reperować i znowu skierować do ponownego użycia. Wierzę, że architektura jest elementem kultury, dziedziną sztuki i wymaga umiejętności poruszania się w sferze wyobraźni, bo po prostu jest twórczością. Jeśli istnieje jakieś nowoczesne narzędzie, które pomaga w tej twórczości, to bardzo dobrze. Sami korzystamy z kilku i robimy to z przyjemnością. Obecnie w Polsce (może na świecie jest inaczej) nie buduje się jeszcze bardzo złożonych struktur, naprawdę technologicznie trudnych inwestycji z zastosowaniem nowoczesnych narzędzi powiązanych z software'em lub hardware'em.

Miłobędzki: Na świecie mamy teraz do czynienia z dwoma trendami. Pierwszy z nich to powrót do oczywistości i prostoty rozwiązań. Na przykład przy projektowaniu domów rezygnuje się z systemów wentylacji i klimatyzacji, pamiętając o tym, że pomieszczenie można w naturalny sposób przewietrzyć, wykorzystać masę budowli do chłodzenia i grzania.

Sadowski: Ten powrót do tej prostoty wynika z przesytu technologii i poczucia, że architektura utraciła swoją właściwą funkcję.

Miłobędzki: Z drugiej strony mamy do czynienia z budynkami, w których wszystko jest uzależnione od coraz bardziej złożonych i „inteligentnych” technik.

Niestety, czasami stajemy się niewolnikami wysokich technologicznych rozwiązań, a budynki takie w sytuacjach awaryjnych wykazują się dużą bezradnością. 

Te dwa zupełnie inne światy istnieją i myślę, że będą istniały jako światy równolegle. Obydwa wiążą się z innymi rodzajami inwestycji, inną wizją świata, inną oceną zagrożeń i szans, jakie stawia przed nami współczesna cywilizacja.

Odnoszę wrażenie, że ostatnio inwestorzy przykładają coraz większą wagę do marketingu nieruchomości. Budynki wiąże się też dzisiaj z ideami, które później przedstawia się najemcom i ich pracownikom. Co takie podejście oznacza dla architekta?

Sadowski: Jeśli inwestor używa pewnych rozwiązań architektonicznych do swoich działań PR-owych, to oznacza, że po prostu zyskują one na znaczeniu. Rynek nieruchomości komercyjnych jest coraz bardziej konkurencyjny. Zatem inwestorzy zaczynają rozumieć, że budynki muszą czymś się wyróżniać, oferować jakąś szczególną jakość przestrzeni wewnętrznych czy architektury zewnętrznej. Coraz częściej się mówi, że budynek biurowy ma nie tylko zarabiać pieniądze, co zawsze będzie ważne na rynku deweloperskim. Dobry budynek jest elementem większej całości, jakim jest miasto, powinien być w pewnym sensie budynkiem publicznym. Architektura staje się coraz ważniejsza, a jej jakość zaczyna być coraz lepsza.

MCK Katowice

Jak klasyczna architektura ma wywoływać efekt „wow", którego ostatnio coraz częściej się od niej oczekuje?

Miłobędzki: To jest duża pułapka dla nas, architektów. Dlatego, że kiedy wielu chce zbudować swój budynek z efektem „wow", potem mamy do czynienia z sytuacją w mieście, kiedy jedno "wow" stoi obok drugiego, zupełnie innego „wow". Chociaż ostatnio ten rodzaj współzawodnictwa wydaje się już niestosowany.

Sadowski: Efekty tego zjawiska możemy zauważyć w miastach na Bliskim Wschodzie, gdzie każdy budynek ma nieuzasadnioną, teatralną ekspresję formy. Kiedy patrzymy na nie obok siebie, wyglądają jakby były budowane przez dzieci. Ilekroć widzę coś takiego, zastawiam się, czy ten architekt był pełnoletni. W szczególności w Azji osiągnęło to taką skalę, że z naszej perspektywy wydaje się to wręcz groteskowe. Sądzę jednak, że teraz następuje powrót do powściągliwości formy, szczególnie w przypadku budynków biurowych, które powinny być architekturą tła, w miarę spokojną i nobliwą. To szczególnie ważne, bo w ostatnim czasie budynki biurowe bardzo zmieniają panoramy naszych miast. To już nie kopuła parlamentu czy wieże kościołów, tylko wieżowce wysuwają się na pierwszy plan.

Trochę tak jest. Kiedy myśli się o Poznaniu, coraz częściej myśli się – Bałtyk, o Wrocławiu – Sky Tower.

Sadowski: Jeśli mówimy już o Poznaniu, który jest nam bliski, bo budowaliśmy w nim m.in. Pixela, Bibliotekę Raczyńskich, a niedługo będziemy budować zespół inwestycji mieszkaniowych, to moim zdaniem bardzo dobrym przykładem ekspresyjnej formy budynku, która zachowuje umiar, jest właśnie Bałtyk. To drapieżna, wzbudzająca emocje, ale dobrze przemyślana bryła.

Miłobędzki: Warto dodać, że, aby unikać negatywnych efektów „wow", przydatny jest przyzwoicie zapisany plan, który wyznacza porządek w miejskim pejzażu. Efekt „wow" nie zawsze musi być oczywisty. Nawet jeśli inwestor mówi nam: zróbcie coś ciekawego, to można osiągnąć to w sposób inteligentny i mało krzykliwy. Budynek nie musi krzyczeć: „tutaj jestem". Myślę, że pozytywny miejski nastrój przedstawia zaprojektowany przez nas okrągły plac przed Capital Park w Wilanowie (Royal Wilanów) – miejsce spotkań, zabaw dzieci, wypoczynku dorosłych. To jest inne „wow”, ludzie czasami nawet je wykrzykują. Cicha obecność stonowanej, co nie znaczy obojętnej, architektury, o której mówił wcześniej Marcin, stanowi wartość dodaną do tego projektu.

Szczególnie na rynku biurowym widać, że najemcy mają coraz wyższe oczekiwania wobec budynków. Czy odczuwają to Państwo jako architekci?

Sadowski: Sądzę, że pracownicy firm słusznie zaczynają głośno mówić pracodawcom o swoich potrzebach. Zgłaszają im np. brak przedszkola w okolicy, którego obecność powoli zaczyna być standardem w biurowcu. To samo dotyczy np. parkingów dla rowerów, specjalnych szafek dla rowerzystów czy prysznicy. W tej chwili dla pracowników, a tym samym dla pracodawcy bardzo ważny jest dostęp do usług. Budynek, który jest pozbawiony dodatkowej infrastruktury usługowej i jest położony w okolicy, gdzie nie ma takiej oferty, w dzisiejszych czasach może mieć poważny problem marketingowy.

Miłobędzki: Teraz użytkownicy coraz częściej pytają, czy budynek będzie spełniał zakładane przez nas parametry, czasami nawet mierzą wilgotność czy poziom hałasu w pomieszczeniach. Młode pokolenie myśli też na poważnie o ekologii, nie tylko w kategoriach certyfikacji, która bardzo często jest powierzchownym marketingowym działaniem. Zastanawiają się, co właściwie ten certyfikat oznacza. Przychodzą i mówią: chcemy innego świata, pytają, jaki ślad węglowy budynek zostawia, jaki jest jego rzeczywisty wpływ na środowisko w krótkiej i dalszej perspektywie.

Sadowski: Te najmłodsze pokolenia zadają sobie pytania: jaki to jest budynek? Jak się w nim funkcjonuje? Swoje uwagi przekazują pracodawcy, a ten przekazuje je właścicielowi.

Miłobędzki: Dzięki temu może on (właściciel) realnie ocenić, czy rzeczywiście potrzebuje 5 kondygnacji parkingu, czy może np. zostawić tylko 4, a resztę pieniędzy zainwestować w inne elementy jak zieleń czy rozsądne, przyjazne dla użytkownika metody kształtowania klimatu wnętrz.

Sadowski: Myślę, że budynki, które teraz projektujemy, będą przeżywały swoje drugie życie i zmieniały funkcje, będzie wynikało też z takich oczekiwań od strony pracowników.

Załóżmy, że jesteśmy najemcą, który chce wynająć przestrzeń w biurowcu. Po czym możemy poznać, że dana przestrzeń jest dobrze zrobiona pod względem technicznym?

Sadowski: Trudno jest podać takie wskazówki. Warto zebrać informacje z rynku i zwrócić uwagę a to, jaki jest deweloper, kto był wykonawcą, a kto architektem. Istnieją również klasyfikacje obiektów, co wiąże się z tym, że występują różnice przyjęte w standardzie przyjętych rozwiązań. Budynek klasy B nie będzie miał rozwiązań klasy A. Jednak nie ma jednego klucza, według którego można ocenić budynek w taki sposób, jak szczegółowe rozwiązania, np. wentylację i klimatyzację. Tym bardziej, że poziom wykonawstwa na rynku jest na tyle wysoki, że standard nowo wybudowanych biurowców wygląda podobnie.

Miłobędzki: Czasami liczy się odejście od utartych standardów. W Genaration Park zaprojektowaliśmy kilka biur różnej wysokości, co zaczyna być doceniane przez najemców. Dlatego, że w wyższej przestrzeni można zrobić np. showroom lub nietypowe pomieszczenie z innym niż biurowe przeznaczeniem, a może kuchnię. Dziś kuchnie zajmują najlepsze pomieszczenia na planach aranżacji biur. Kiedyś ok. roku 2000 rysowało się gdzieś blisko trzonu 4 szafki „60-tki" i miejsce na lodówkę, a dziś to pomieszczenie czasami stanowi 40% wynajmowanej powierzchni przez najemcę, czasem organizuje się w niej większe spotkania firmowe. Kolejną sprawą, na którą warto zwrócić uwagę, jest wymieszanie programu biurowego i usług codziennych. Może ktoś zdecyduje się np. na zrobienie małego kina w biurowcu.

Wydaje mi się, że aktualnie na rynku mamy do czynienia z silnym trendem przestrzeni wielofunkcyjnych, co widać nie tylko w rozwoju obiektów biurowych, ale i handlowych.

Miłobędzki: Trochę nie nadążamy za tym legislacyjnie. W Oslo w Norwegii możemy zauważyć budynki, które do 6. kondygnacji oferują przestrzeń biurową, a powyżej mieszkalną. W Polsce ten model jest niemożliwy, bo oznacza spółkę wspólnoty mieszkaniowej i funduszu inwestycyjnego. Od 20 lat nikt u nas nie zamówi budynku składającego się z 5 kondygnacji biurowych i 2 kondygnacji mieszkalnych, lub o bardziej otwartym zmiennym w czasie programie.

Sadowski: Istnieje teza, że aktualnie żyjemy w czasach hedonizmu i zabawa jest dla nas najważniejsza. To może w pewien sposób przekłada się na budynki biurowe, ale w mniejszym stopniu niż w przypadku obiektów handlowych, w których na znaczeniu zyskuje oferta rozrywkowa i usługowa, a sama sprzedaż przechodzi bardziej do sfery internetowej. Takie funkcjonalne zmiany jeszcze nie zawitały do Polski, ale niektóre projekty kierują już się w tę stronę.

Porozmawiajmy o Państwa działalności. Z reguły pracownie architektoniczne skupiają się wokół jednego lidera. Czy fakt, że Państwa zarząd składa się z kilku nazwisk, wiąże się z tym, że dopuszczają Państwo w swojej pracowni więcej różnych koncepcji, większą demokrację w podejściu do architektury, czy raczej podzielają Państwo wspólną wizję?

Sadowski: Wydaje mi się, że każdy projekt prowadzi jedna, dwie osoby z zasadniczą mocą sprawczą. Jednak dużo dyskutujemy i czasami jedno krytyczne zdanie jednej osoby wpływa na kształt całości. Mówi się o nas, że jesteśmy grupą różnych osobowości. W kwestii temperamentu mogę się z tym zgodzić.

Natomiast jeżeli chodzi o to, co pod względem architektonicznym uważamy za wartościowe, jakich architektów cenimy, to sądzę, że mamy bardzo zbliżone poglądy. Ludzie, którzy do nas trafiają, podzielają mniej więcej ten sam sposób myślenia o architekturze. Traktują ją poważnie, jako wszechobecny, wyrazisty obraz kultury materialnej kraju. Wierzymy, że architektura jest sztuką. Mamy podobne poczucie odpowiedzialności za to, co robimy. Wszyscy jesteśmy w stanie zgodzić się ze słowami wypowiedzianymi kiedyś przez Denise Scott Brown, że najbardziej niezwyczajni staniemy się wtedy, kiedy pozostaniemy zwyczajni, co sprowadza się do tego, że szukamy powściągliwości formy. Wydaje mi się, że pomimo naszych burzliwych niekiedy dyskusji orbitujemy wokół wspólnego dla nas centrum.

Miłobędzki: Pracuje u nas mnóstwo młodych i zdolnych ludzi. Świat dostarcza nam wielu przykładów, a w szczególności robią to skandynawskie biura architektoniczne, gdzie sukces nie jest zbudowany tylko na nazwisku jednego architekta. Nasz zawód jest trochę fałszywie odbierany. Pracujemy nad ogromnymi projektami, które trwają kilka lat i choćby z tego względu nasza praca zawsze odbywa się w mniejszym lub większym zespole. Fajne jest to, zawsze można do kogoś przyjść i pogadać o jakimś projekcie. Nie mamy żadnej komisji artystycznej, ale wszystkie projekty omawiamy.

Sadowski: Ale potrafimy też szczerze sobie powiedzieć, że coś odbiega od naszego poziomu.

Miłobędzki: Tak, zdecydowanie.

Sadowski: Kiedy patrzę na nasz katalog ze zrealizowanymi projektami na przestrzeni ostatnich 10 lat, muszę przyznać, że jestem zadowolony z naszego portfolio. Jest w nim zachowany jakiś poziom, jakaś spójność artystyczna. I to we współczesnych realiach, kiedy architekt nie wybiera sobie indywidualnej drogi, tylko po prostu działa na rynku komercyjnym.

Miłobędzki: Mamy po prostu szczęście do inwestorów, którzy podobnie postrzegają architekturę.

Państwa pracownia jest kojarzona z modernizmem. Odpowiada Państwu ta łatka?

Sadowski: Naprawdę trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Dlatego, że pojęcie modernizmu jest tak samo ogólne jak hasło „architektura współczesna”. Gdybyśmy spróbowali zestawić ze sobą projekty modernistów pierwszego czy drugiego pokolenia, zauważylibyśmy, jak bardzo są różne. Kiedy się modernizm pojawił, faktycznie można było go sklasyfikować. Jednak już wówczas te projekty sporo się od siebie różniły (najbardziej wojujący Le Corbusiera, Bauhausu, modernizm włoski). Uważam, że o modernizmie nie można zapomnieć. Uważam też, że ilekroć architektura zapominała o spuściźnie modernizmu, to szła w podejrzanym kierunku. Postmodernizm był chyba jednym z nich. Natomiast dzisiaj nie powiedziałbym, że architekturę naszych budynków takich chociażby jak MCK (Międzynarodowe Centrum Kongresowe) można nazwać modernistyczną. Klasyfikowanie nas jako ludzi, którzy tworzą architekturę modernistyczną, jest bardzo na siłę. Nie wszystko jednak musimy nazywać. Kiedyś przeczytałam ciekawy wpis na blogu jednego z naszych pracowników, który odwoływał się do słów Susan Sontag, że każda interpretacja utrudnia lub uniemożliwia odbieranie sztuki w sposób emocjonalny.

Miłobędzki: Na pewno można powiedzieć, że poszukujemy porządku w oparciu o zrozumienie tego, co znajduje się w sąsiedztwie, staramy się twórczo interpretować kontekst miejsca.

Sadowski: No właśnie modernizm tego nie robi.

Miłobędzki: Tak, to prawda, często nie robił. Trudno byłoby powiedzieć, że nie jesteśmy związani z architekturą modernizmu, tak jak i innych nurtów naszej epoki, ale nie stanowią one dla nas jedynego wyznacznika. Na pewno nie zamierzamy jak moderniści pisać manifestów, staramy się wyrażać poprzez to, co robimy.

Sadowski: Właśnie początki modernizmu, np. szkoła Bauhasu, były bardzo mocno połączone z jakąś ideologią, z kształtowaniem nowego społeczeństwa. My jesteśmy bardzo daleko od tego. Prace modernistyczne często nie wpisywały się w budowę miast, co jest przeciwnym podejściem do naszego. Modernizm negował pewien porządek architektoniczny, a my uważamy, że architektura, którą współcześnie budujemy, musi się opierać na tym, co zastaliśmy. Musi stanowić element ciągłości historii miasta. Być może dlatego, że modernizm budował „klocki" i my też budujemy „klocki", możemy być tak odbierani. To naprawdę bardzo duże uproszczenie.

Kiedy myślę o modernizmie w Polsce, myślę o Okrąglaku. Kiedyś nikt w Poznaniu nie wyobrażał sobie, że ten budynek może pełnić funkcję inną niż handlową, a dziś z powodzeniem już od 7 lat funkcjonuje jako obiekt biurowo-usługowy.

Sadowski: Znamy dobrze ten budynek, opracowywaliśmy projekt jego modernizacji. To jest przykład miękkiego modernizmu w Polsce. Architekci, którym przyszło pracować w czasach socjalizmu i o których mówiło się, że są modernistami, tworzyli znakomitą architekturę.

Miłobędzki: W projektach Marka Leykama (architekt Okrąglaka) z tego czasu jest pewnie więcej z renesansowych pałaców florenckich niż z modernizmu. Żyjemy jednak w czasach, kiedy tym samym pojęciom dopisuje się różną treść i interpretacje.

Zdobywają Państwo wiele nagród. Są dla Was bardziej motywacją czy może ciężarem w projektowaniu? Czy w ogóle się o nich myśli?

Sadowski: Nie wiem, czy nagrody stanowią punkt odniesienia do tego, co robimy. Ja np. szukam coraz większej ekspresji w architekturze, pewnie jestem nieco znużony tą naszą cichą obecnością, o której rozmawialiśmy. Pewnie koledzy szukają jeszcze czegoś innego. Wszyscy jednak wciąż jesteśmy pełni ambicji. Chcemy wygrywać konkursy, choć rzadko się to zdarza, bo najczęściej zajmujemy 2. i 3. miejsca.

Miłobędzki: Warto też wspomnieć, że żyjemy w czasach, kiedy ludzie wciąż pozycjonują się względem innych, a czasami otrzymujemy niematerialne nagrody. Na przykład kiedyś otrzymaliśmy list od kogoś, kto mieszkał w zespole mieszkaniowym i podobały mu się nasze propozycje spędzania czasu dla dzieci.

Sadowski: Często nie mamy możliwości bezpośredniego rozmawiania z odbiorcą naszych projektów, więc kiedy spotykamy się z pozytywną reakcją w mediach społecznościowych np. na Halę Koszyki czy Royal Wilanów, bardzo nas to cieszy.

Hala Koszyki

Cieszę się, że poruszyliśmy temat Hali Koszyki. Tam zastosowali Pastwo bardzo ciekawe rozwiązanie, które polega na tym, że stare i nowe elementy konstrukcji są spójne i wszystkie zostały pomalowane na zielono. Praktycznie nie da się ich odróżnić.

Sadowski: W tej kwestii z pewnością mógłby się bardziej szczegółowo wypowiedzieć nasz kolega Jerzy Szczepanik-Dzikowski, który ją tworzył. Wydaje mi się, że problem z nią polegał na tym, że była ona wcześniej rozebrana. Zdecydowaliśmy się na próbę zatarcia tego, co nowe i tego, co stare. Wydaje mi się, że wygląd dzisiejszej Hali Koszyki to suma kompromisów, które musieliśmy podjąć podczas realizacji.

Miłobędzki: Ten zielony kolor, który się pojawił, powstał jako nadanie temu wnętrzu pewnej wyrazistości. Wszystko było tam szare i grafitowe i wtedy zdecydowaliśmy się na ten krok. To dowód na to, że projekty żyją w trakcie powstawania budynku, a my bierzemy udział w budowaniu, nie tylko w rysowaniu. Budynki często projektuje się aż do ostatniego etapu powstawania.

Wydaje mi się, że to był ważny projekt w historii obiektów handlowych w Polsce.

Sadowski: Mówimy o tym, że był to najbardziej publiczny projekt, jaki wybudowaliśmy w Warszawie, w której przeważnie budowaliśmy budynki biurowe i mieszkaniowe. Teraz wreszcie w portfolio mamy lokalizację ważną dla wielu mieszkańców Warszawy.

Miłobędzki: Chociaż mamy w porfolio też takie budynki jak Skwer Hoovera na Krakowskim Przedmieściu czy Palmiarnia przy Białym Kamieniu, które mimo mniej popularnej lokalizacji są chętnie odwiedzane.

Planeta Lem, Hol wejściowy

Porozmawiajmy o Państwa nowym projekcie – Centrum Literatury i Języka "Planeta Lem". Jestem ciekawa, jak niebanalna postać Lema przekłada się na projekt tego budynku.

Miłobędzki: To trochę bardziej złożony projekt. Krakowskie Biuro Festiwalowe chciało wykorzystać ten fakt, że Kraków jest miastem literatury i zbudować muzeum tematyczne. Lem został wybrany jako najbardziej rozpoznawalny na świecie autor, którego książki zostały przetłumaczone na 50 języków. Projekt ten jest wynikiem konkursu, który akurat udało nam się wygrać. Mamy nadzieję, że dzięki współpracy z krakowskim zespołem będzie to projekt niebanalny. To 5 bardzo wyrazistych w swojej strukturze wież na bardzo poukładanym planie, ciekawa lokalizacja nad Wisłą. Mam nadzieję, że uda się zrobić obiekt, który będzie ważny dla mieszkańców miasta. Co ciekawe, przygotowaliśmy projekt ekspozycji na podstawie wskazówek Jacka Dukaja.

Browary Warszawskie

Kolejny Państwa projekt, który mnie intryguje, to Browary Warszawskie.

Miłobędzki: Tak, to jest duży projekt kompleksu, w którym łączymy kilka adresów. Do niedawana były to 4 ha przegrodzone murem. Dziś przechodząc koło tego terenu, będziemy mogli wreszcie traktować go jako część miasta. Jest to chyba nasz pierwszy tak „żywy" projekt położony w samym centrum miasta.

Jaki jest Państwa ulubiony projekt komercyjny lub użyteczności publicznej niezaprojektowany przez Państwa pracownię?

Sadowski: Zauważyłem, że bardzo ważnym budynkiem dla Poznania i jego architektury jest Bałtyk, który tworzy też jakąś przestrzeń publiczną. To bardzo dobra, wyrazista architektura.

Miłobędzki: Mnie z kolei ostatnio zauroczyły podłużne podwórka – ulice w Łodzi, w które zaczyna się pomału wprowadzać życie.